Postomińscy literaci

Poezja wcale nie jest nudna i trudna. Taką tezę można postawić obserwując kolejne sukcesy postomińskich literatów. A to za sprawą wydania kolejnej antologii poezji pt. „Łzy jeszcze nie wyschły”.

Ósmy już tom antologii wierszy nieformalnej Grupy poetyckiej „Wtorkowe Spotkania Literackie” wydany został przez słupskie starostwo. Tym razem łamy antologii zostały udostępnione także poetom z Litwy – Polakom tam mieszkającym i mających korzenie wiejskie. Grupa w ciągu prawie dziesięciu lat działania rozrosła się z dwudziestu stałych członków do sześćdziesięciu zamieszkałych na terenie Pomorza. Stałych współpracowników jest ponad stu.

Antologia tradycyjnie liczy ponad 370 stron, w tym 126 barwnych ilustracji, ponad 250 wierszy 63 autorów ułożonych w sześciu rozdziałach. Została opatrzona dwoma wstępami, słowem do czytelnika.

Wśród autorów znajdziemy poetkę Jadwigę Michalak, mieszkankę Nacmierza, której 2 wiersze po raz kolejny znalazły się w słupskiej antologii. A są to wiersze w rozdziale pt.: „ Zerwane nici niezgody”:

ŚWIĄTECZNY CZAS
Grudniowy wieczór.
Dziewczynka z zapałkami
nie marznie na dworze.
Brzydkie Kaczątko
przygarniają kuzyni
nie dziobią inne ptaki.
Zerwane nici niezgody
między pokoleniami.
Zniknęły gdzieś sąsiedzkie waśnie.
Nienawiść i Obojętność
na mrozie szczerzą zęby.
Wiara, Nadzieja i Miłość
zagościły w ciepłych chatach
zasnęły słodko na białym obrusie
budząc życzliwość w sercach ludzi.
Bo taką właśnie ma moc
ta święta, grudniowa noc.

LETNI DESZCZ
W kroplach ciepłego deszczu
omdlewam
jak w objęciach kochanka.
Zarzucił niebieską pelerynę
na radości i smutki
wzloty i upadki
na groźnych os roje
co chciały się zadomowić
pod opiekę słońca.
Na zielonym parawanie łąki
kąpią się trawy i zioła
oczy deszczu zastygają na kwiatach
dając im radość i życie.
Letni deszcz daje wytchnienie
i uspokaja mą duszę.

Postomińskim poetą jest także Jan Stanisław Smalewski, który niedawno zamieszkał na terenie Gminy Postomino. W rozdziale pt.: „Omszałe kamienie kąpią się w strumieniach” antologii znajdziemy aż 6 wierszy tego autora. Są to:

NAĆMIERZ
Z duktu leśnego, z wąskiej miedzy polnej
trakt wyboisty w nieskończoność wiedzie.
Omszałe kamienie kąpią się w strumieniach,
nic im nie wiadomo o chłodzie i biedzie.
Tutaj świeżym chlebem żniwne pachną lipce,
złoty słonecznik miodem zwabia trzmiele,
chłopi za horyzont słońce sierpnia niosą
w białych koszulach ostatnich żniwiarzy.
Historia zatoczyła koło. Wracają wspomnienia,
a migocące gwiazdy sierpniowego nieba
dojrzewają słodko w matczynych ramionach
jak kłosy pszenicy, żyta i jęczmienia.

WIERSZ O ZIEMI
Zrodzeni z ziemi jej jesteśmy braćmi.
Córkami wody, matkami wierzb polnych.
Słońce jest naszą klepsydrą niebieską.
Oplata nam ręce wiązadłem niewoli.
A ziemia – wczoraj nam obca -
dziś coraz bardziej się do nas przybliża.
Wdziera się w żyły. W skroniach nam dudni.
Rozoraną bruzdą toczy życia koło.
Zrodzeni z ziemi tu wijemy gniazdo.
Winni jej perły wszystkich polnych kwiatów
oczy kierujemy nocami ku gwiazdom,
rozluźniamy uścisk pożegnalnej dłoni.
Gdy nas zawołasz, jesteśmy z tobą Ziemio.
Z tobą pod stopą, pod każdą podeszwą.
Zmęczeni ogromem wydeptanych ściernisk,
ale pulsujący wciąż pieśnią.

WIERSZ O RODZINNYM DOMU
Jeden tylko dom był moim ukochanym
domem rodzinnym. – Szkoda że z niego tak szybko wyrosłem.
Inne domy nie dorównywały mu w miłości.
Nie było wokół nich podwórek, studni z ręczną pompą,
psa na łańcuchu i nisko latających jaskółek.
Nie było w nich sieni z piecem chlebowym i wędzarnią,
ani spiżarni na kiszonki i wędzonkę.
Brakowało w nich starej kuchni węglowej z fajerkami,
kaflowego pieca, piwnicy na kartofle, warzywa
i rajskie jabłka z ziemskiego ogrodu.
Nie było też w nich zdobnych firanek
za którymi dłoń matki w oknach ustawiała pelargonie.
W pokoju zimą nie grzał trociniak,
a ojciec nie zamawiał przedświtnego budzenia u koguta
z którym rozmawiał podczas obrządku trzody.
Wiele razy próbowałem zastąpić dom rodzinny innym domem,
ale nigdy już nie było tak jak dawniej. Nie te okna,
nie te ściany… Nie te progi, o które potykałem się w dzieciństwie.
Wreszcie nie te bezpieczne noce podczas których
wielki wóz błyszczał nad starą stodołą zawsze gotowy do drogi,
a księżyc słodko uśmiechał się do ojca, matki i do mnie.

CHLEB
Do siostry
Przypomnij mi ten zapach
wiejskiego chleba
wywiedź przed oczy jego krągłość świeżą
rumiany wierzch i biel spodu
Wywiedź przed oczy rozkrojony bochen
dymiącą kromkę…
Czujesz jak w powietrzu unosi się jego zapach?
Pamiętasz? Każde z nas chciało piętkę.
Wywiedź przed oczy sień z chlebowym piecem
słomiane kosze posypane mąką
zapach drożdży i ciasto uciekające z dzieży
Kto dzisiaj tak potrafi bochny toczyć
- pachnące jak w tamte dni?
Kto kłosem prośniny umaczanym w roztrzepanym jajku
potrafi dać skórce taką szklistość?
Albo makiem tak sypnąć po wierzchu
by jak wtedy smakował nasz codzienny chleb?

O MOIM OJCU WIERSZ
Sztywne słowo: ojciec Jak łodyga w sadzie
gdy ślizga się po niej deszczowy październik
Liściem obeschłym smuci w krajobrazie
zgasłym słonecznikiem nie przywabia trzmieli
Ze smolnej szczapy z ługu sodowego
z duszy karbidówki i końskiego włosia
- niczym Lucyfer z piasku bicz ukręcał -
On czynił cuda nie czartowskie wcale
To koń mu w ucho tajemnicę zdradził
to sowa po nocy zaświeciła latarką
to znów jaskółka splotła w stajni gniazdo
A wszystko po to by nie został świętym
Ojciec – swoiste De eN A wpisane w przemijanie
Tyle go w wierszu ile syna we mnie
Przeminie jesień nastanie zima
i tylko pamięć zakwitnie jak pamięć

W LUTOWY PORANEK U MATKI
Kryształowe kwiaty mrozu w oknach chaty matki,
wzory z makat zdobionych rąk wdzięczną zręcznością.
Strzępy bajek z dzieciństwa w sople zamienione
- gdy je ciepło dotknie jak sen dobry prysną.
Kwiaty jesieni mróz ścina. Mrozu kwiaty – ciepło.
Dwa żywioły odwiecznie zmagają się ze sobą.
Wody skute lodem. W żyłach rzek mróz trzeszczy.
W powietrzu bezdźwięcznie przepływa biel śniegu.
Ciepło czai się w próchnie, w suchej hubie.
W chruście uśpione płomienie ognia drzemią.
Jest węgiel w piwnicy, w szopie suche drewno
i słońce na niebie czas wędrówki zwiększa.
Jest ciepło uśpione w kryształowej bieli,
pod płaszczem lodu, pod kożuchem śniegu.
Kiedy się obudzi, to jak sopel spłynie
i uwolni znów wodę w ziemskim krwioobiegu.

Antologia nie jest przeznaczona do sprzedaży, ale można ją pobrać ze strony

http://www.powiat.slupsk.pl/index.php?dzial=publikacje&strona=publikacje&tlo=0

A.Cz.

Ten wpis został opublikowany w kategorii CKIS Postomino, Inne wydarzenia i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.